Home Zdrowe życieKosmetyki Kosmetyczne hity 2020

Kosmetyczne hity 2020

by Julita Bator

Kiedy jest to tylko możliwe, wybieram kosmetyki naturalne lub ekologiczne, aby maksymalnie ograniczać ilość niezdrowych substancji chemicznych, które dostarczamy sobie wraz z pożywieniem, piciem, lekami, środkami chemicznymi oraz oczywiście kosmetykami. Ilość nieidentyfikowalnych dla przeciętnego człowieka substancji, dodawanych do większości produktów, które kupujemy, jest tak ogromna, że trudno doprawdy mieć nad nimi kontrolę. Dlatego w przypadku kosmetyków (a także produktów spożywczych i chemicznych) stosuję minimalistyczną zasadę: im mniej tym lepiej. Poniżej przedstawiam kosmetyki (w większości naturalne), które w minionym roku sprawdziły się w mojej rodzinie. Oto one:

Pasta do zębów z ksylitolem „Ziaja”

O korzyściach dla naszego uzębienia, płynących ze stosowania pasty do zębów, a także gum do żucia i płynu do płukania jamy ustnej z dodatkiem ksylitolu, słychać już od dość dawna. Z niewiadomych jednak przyczyn dostęp do tych produktów w dalszym ciągu jest ograniczony. Bez większego problemu można dostać pastę z ksylitolem dla dzieci, podczas gdy jej odpowiednika dla dorosłych czy gumy do żucia trzeba szukać w sklepach internetowych lub ekologicznych.

Ksylitol zmniejsza poziom niektórych szczepów paciorkowców w ślinie i płytce nazębnej, które przyczyniają się do rozwoju próchnicy i ubytków zębów. Jest on natomiast neutralny dla dobrych bakterii, bytujących w naszej jamie ustnej.

Jak pokazują badania naukowe, żucie gumy z ksylitolem, a także mycie czy płukanie zębów z jego dodatkiem, może zapobiegać próchnicy, a nawet cofnąć ją we wczesnym stadium! Aby ksylitol mógł spełnić swoją rolę, wymagane jest dość intensywne stosowanie tej substancji. (W przypadku gumy do żucia zaleca się umiar, a mianowicie żucie jej przez 15-20 min. po posiłku).

Od kilu miesięcy używamy w domu pasty z ksylitolem firmy „Ziaja”. W tym czasie ewidentnie zmniejszyła się ilość wizyt naszej rodziny u stomatologa!

Jeżeli stosujemy pasty specjalistyczne, można spróbować nakładać na szczoteczkę dwa rodzaje pasty: tę, której używaliśmy dotychczas i nową, z dodatkiem ksylitolu.

Więcej o dobroczynnym działaniu ksylitolu na nasze uzębienie można przeczytać TUTAJ.

Naturalny dezodorant „Mydlarnia cztery szpaki” i „La-Le”

O naturalnych dezodorantach, które wyparły w naszym domu prawie całkowicie ich konwencjonalne odpowiedniki pisałam już niejednokrotnie. Przez ostatnie lata przetestowaliśmy ich naprawdę sporo. Po licznych testach ostały się dwa, które są zarówno skuteczne, jak i mają dobry skład.

Naturalny dezodorant w kremie, „Mydlarnia cztery szpaki”.

Więcej o tym dezodorancie można przeczytać TUTAJ.

Dezodorant cedrowy w kremie, „La-Le”.

Więcej o tym dezodorancie można przeczytać TUTAJ.

Jedno z moich dzieci po dłuższym czasie stosowania dezodorantu w kremie dostało uczulenia (prawdopodobnie na sodę oczyszczoną, która jest jednym ze składników większości dezodorantów tego typu).

Wielofunkcyjny żel aloesowy do twarzy, ciała i włosów „Holika Holika”

Aloes jako roślina lecznicza znany jest od wieków. I od dawna znajdował zastosowanie jako środek gojący, na oparzenia i łagodzący ból. Ponadto aloes ma zdolność wygładzania zmarszczek i napinania skóry. Odwraca także skutki fotostarzenia się organizmu.

Wielofunkcyjny żel aloesowy „Holika Holika” zawiera aloes aż w 99%. Jak podaje producent przeznaczony jest on do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Jego szerokie zastosowanie idealnie wpisuje się w coraz popularniejszy trend zero waste oraz minimalizm. Po otwarciu żel jest zdatny do użycia aż przez 18 miesięcy, czyli przez półtora roku! Trzeba się naprawdę mocno postarać, żeby go w tym czasie nie zużyć.

W moim przypadku żel z aloesu przyniósł najbardziej spektakularny efekt po zastosowaniu go na skórę głowy. Mimo używania szamponów i odżywek naturalnych i pomimo wielu różnych prób poradzenia sobie z problemem, moja głowa przesuszała się i swędziała. Oto jak stosuję żel na skórę głowy:

Zwilżam skórę głowy i wmasowywuję w nią żel z aloesu. Okręcam głowę ręcznikiem i zostawiam go na pół godziny. Po tym czasie myję głowę jak zazwyczaj. Dolegliwości zmniejszyły się już po pierwszym użyciu, a po drugim w zasadzie całkiem ustąpiły.

U mojej znajomej żel świetnie sprawdził się jako środek łagodzący oparzenia słoneczne i jako super nawilżający krem do twarzy.

Sól Epsom do kąpieli „Batom”

Sól Epsom (zwana także solą gorzką) czyli siarczan magnezu stosujemy w naszym domu do kąpieli od wielu lat. Siarka ma działanie detoksykacyjne, a magnez bierze udział w przeogromnej ilości procesów w naszym organizmie. Kąpiel w soli Epsom relaksuje (naprawdę!), poprawia ukrwienie skóry, zmiękcza naskórek.

Jak stosować sól Epsom do kąpieli?

Dorosłym wsypujemy 1-2 szklanki soli na wannę wody. Dzieciom 1-2 garście. Zaczynamy od małych dawek i sukcesywnie je zwiększamy. Można ją także stosować do moczenia nóg, jeśli nie mamy wanny.

Najczęściej wybieram sól Epsom firmy „Batom”, gdyż jest łatwo dostępna i sprzedawana jest w dużym, ekonomicznym opakowaniu.

Maść z żywokostem „La-Le”

Jestem ekspertką w kwestii rękawiczek. Niestety, bo wolałabym nią nie być. Wszystko zaczęło się w czasach szkoły podstawowej, kiedy przebywając wczesną wiosną, w nota bene przepięknych okolicznościach przyrody gór Karkonoszy, postanowiłam wyłowić z górskiego, rwącego potoku kamyczek na pamiątkę. Pewnie nic złego by się nie stało, gdybym miała ze sobą rękawiczki i nie maszerowała z taką mokrą ręką przez najbliższą godzinę, podziwiając krajobraz. Z pamiętnej po dziś dzień wycieczki wróciłam do domu z czerwoną, spierzchniętą i podrażnioną ręką. Przyszło lato i rany się zagoiły. Jednak co roku w zimnych miesiącach moja ręka przypomina mi o tamtym niefortunnym zdarzeniu. A mianowicie robi się na powrót podrażniona i zaczerwieniona. Chcąc nie chcą musiałam się więc wyspecjalizować w różnych grubościach rękawiczek (na jesień, zimę i wiosnę), by nie wystawiać mojej prawicy niepotrzebnie na pogodowe nieprzyjemności. Stosowałam w międzyczasie także przeróżne zabiegi kosmetyczne, typu gorąca parafina, moczenie w wywarze z ziemniaków czy w podgrzanej oliwie. Ręka z uporem maniaka pozostawała nieczuła na wszystkie te aktywności.

Kilka miesięcy temu kupiłam znajomej, cierpiącej na ból kości, maść z żywokostem, którym to specyfikiem znajoma nie była zainteresowana. Przypomniałam sobie wtedy, że żywokost jest świetny nie tylko na dolegliwości związane z układem kostnym, ale ma także zdolność do pobudzania i regenerowania komórek macierzystych epidermy, co skutkuje grubą, zdrową skórą. Pod wpływem żywokostu komórki wytwarzające kolagen, elastynę i kwas hialuronowy zaczynają pracować jak w młodym organizmie. Krem z wyciągiem z liści lub korzenia żywokostu można stosować miejscowo na każdą część ciała.

Ja zastosowałam go akurat na ręce, a zwłaszcza na jedną. Codziennie na noc obok zwykłego kremu do rąk stosowałam także odrobinę maści z żywokostem. Gdy słoiczek był wykorzystany w około połowie zauważyłam spektakularną poprawę w wyglądzie mojej dłoni. Obie ręce ewidentnie odmłodniały!

Fakt, że żywokost pobudza namnażanie się komórek macierzystych może mieć także negatywny wpływ na zdrowie, gdyż niekontrolowany wzrost komórek prowadzi do powstania nowotworu. I choć stosowany zewnętrznie nie niesie ze sobą takiego zagrożenia, to nawet cudowną maść z żywokostem, choć w pełni naturalna, należy stosować z rozwagą i umiarem, robiąc przerwy w aplikacji.

Krem fiołkowy, intensywny świętej Hildegardy z Bingen „Hildegard GmbH St Posch”

Jak podaje producent krem ten pomaga na schorzenia skórne  (i nie tylko) dość ciężkiego kalibru, jak np.: pielęgnacja blizn, guzki, opuchnięcia. Pielęgnuje także podrażnioną skórę i spękane wargi. Nadaje się do wrażliwej skóry niemowląt, a podczas mrozów sprawdza się jako krem ochronny.

Krem ten jest niemożebnie drogi, ale zdecydowanie wart swojej ceny. Jak żaden innych, znany mi dotychczas specyfik, łagodzi podrażnienia cery. Bywa, że podrażni mnie jakiś kosmetyk (np. serum, czy olejki zaaplikowane w zbyt dużej ilości) i wtedy na pomoc przychodzi krem fiołkowy, który momentalnie łagodzi dolegliwości.

Co ciekawe i istotne, krem jest otwarty już dość długo i ciągle się nie zepsuł.

Więcej o kosmetykach konwencjonalnych, naturalnych i ekologicznych, a także o naturalnej pielęgnacji przeczytać możesz w mojej książce „Młodziej, piękniej, zdrowiej”. A informacje o niej znajdziesz TUTAJ.

Zobacz także

Dodaj komentarz